poniedziałek, 3 marca 2025

Milenijnie...

No, może nie do końca i nieco na opak. 
Na pewno nie tak, jakby tego chcieli poniektórzy... ;)
Jeszcze pewniej zaś... zupełnie szczerze, może i "do bólu". :D 
Możliwe, że kogoś urażę. Cóż... (nie)przepraszam, ;)
 
 
Jesteśmy bardzo dumni z tego pana i jego korony. Prawda?
Zwłaszcza w tym roku, gdy mija 1000 lat od jego koronacji... 

    Na pewno był wielkim i utalentowanym władcą - czego dowodzi choćby fakt, że 1000 lat później Polska wciąż trwa, a przecież tak wielu innym się nie udało. I słusznie jesteśmy dumni, jako naród. I słusznie ma swe poczesne miejsce na kartach naszej historii, także podręczników. Ale z drugiej strony...
     ... jest i "druga strona medalu". Był przy tym człowiekiem bezwzględnym - tyranem... Ot, choćby kronikarska wzmianka o wybijaniu zębów za łamanie narzuconych przez Kościół postów. Był także najeźdzcą - palił, gwałcił i mordował, by rozszerzać swą władzę, budować tą naszą Polskę. 
    No właśnie... Niekiedy bardzo drażni mnie polski patriotyzm zbudowany na modelu: "my idealni". Gdy się czyta naszą historię pisaną przez nas samych, to można odnieść wrażenie, że "my nigdy nic nikomu, za to sami zawsze krzywdzeni..." Nie! To nie jest tak, że tylko my doświadczaliśmy w dziejach wszelkich krzywd, zaborów i okupacji! Nasi przodkowie nieraz czynili zło. Także - jak Chrobry - tworząc tą naszą Polskę, budując wpierw księstwo, potem królestwo. 
    Cóż... Uważam, że nie z wszystkiego możemy być dumni, nie tak do końca. I czasem w tą dumę trzeba wlać i nieco goryczy, uczciwości. Bo zło jest zawsze złem, krzywda krzywdą, żądza żądzą... I trudno mi się pogodzić z tym, że rośliśmy na źle, na krwi, na krzywdzie. Wolałbym po stokroć, żeby nie - ale wiem, jak działa ten świat. Jestem zbyt mądry - i przy tym jakże skromny - by żyć jakimiś utopijnymi fantazjami, ale chciałbym, żebyśmy chociaż potrafili żyć w prawdzie i pokorze.
 
    Chrobry był niewątpliwie bardzo ambitny - może wręcz chorobliwie - i pragnął potęgi. Niestety ta często - a może nawet zwykle - jest, niestety, budowana czyimś kosztem, czyją krzywdą. Piastowie nie byli jacyś łagodni. Zaczynali od małego państewka plemiennego i... Nie, nie szli do sąsiadów przekonywać: "Słuchajcie, zjednoczmy się, stwórzmy razem państwo i rośnijmy razem w siłę!" Polska rodziła się z podbojów - jak (niemal?) każde państwo na tym świecie. I to nie "dla dobra ogółu" - ale w interesie władcy, jego kręgu "krewnych i znajomych królika", ;) co możniejszych rodów.
    Nie mógł się zbytnio rozszerzyć terytorialnie na zachód czy południe. Nie mógł się przecież zmierzyć z Cesarstwem. Pozostawał mu wschód. Próbował zawładnąć Rusią. Jesteśmy dumni, że uderzył mieczem w bramę kijowską! Prawda? On w nią uderzył jako najeźdźca - i to bardzo brutalny, który "wsławił się" przemocą i gwałtami, także brutalnym wykorzystaniem kobiet, wiemy z kronik, że dopuszczał się gwałtów. Był niby "chrześcijańskim władcą", a postępował zupełnie na odwrót. Kościół mu też tego nie wypominał, bo i Kościół był tak samo zepsuty władzą, interesami i feudalizmem. A gdzie chodziło o wpływy, zdobycze i... stan skarbca, tam na moralność i nauki Chrystusa nie zważano wcale, chociaż na pozór Go czczono i z "Jego imieniem" walczono o... zaspokojenie własnych żądz.
 
    Wracam na chwilę myślą do Mieszka I i tzw. "Chrztu Polski". Oczywiście jesteśmy z tego też cholernie dumni, prawda? Podobno dokonało się to w roku 966. Nie jest to pewne - kroniki nie podają daty. I z pompą obchodzono w roku 1966 millenium. Kościół katolicki sobie, Państwo sobie - było to w sumie dziwne, że socjalistyczne (komunistyczne?) Państwo w oderwaniu od religii obchodziło 1000-lecie, które zaczęło się od aktu religijnego. No, parodia. ;)
    Czy wierzyć w nawrócenie Mieszka? Oj, nie jestem aż tak naiwny! Dla Mieszka był to... interes i taktyka polityczna. Miał władzę książęcą. A na swoich ziemiach kulty pogańskie, wiele świątyń, wiele bóstw, wielu kapłanów. Na to jego władza nie sięgała! A on pragnął i potrzebował także i tej władzy. Przyjęcie chrześcijaństwa było rozsądne politycznie - z wielu względów. 
    Wprowadzało nas "na salony" Europy... Chociaż po prawdzie to nie bardzo się tam liczyliśmy. Dla Rzymu, dla rzymskich "papieży" i całej kościelnej hierarchii nie byliśmy zbyt ważni. Oni nie przyjęli Mieszka z szeroko otwartymi rękoma, nie posłali radośnie wielu misjonarzy, nie zatroszczyli się o dusze pogan! Księży pojawiło się zapewne kilku, i tylko przy dworze - a jak mało znaczył ten "wielki akt wiary" dla Kościoła i chrześcijańskich sąsiadów, "świadectwem" jest nie tylko, że nie wiemy kiedy dokładnie, ale też kto i gdzie Mieszka I ochrzcił! 
    Możliwe także, że władca widział w tym jakieś bezpieczeństwo, "wytrącał miecz z ręki" Niemcom, którzy wprawdzie nie byli jeszcze "za miedzą" - bo oddzielały nas od nich plemiona łużyckie - ale byli blisko i mogli się pokusić o "drang nach osten". Być może też dlatego Mieszko zwrócił się nie do nich bezpośrednio, lecz do Czechów - chociaż ci byli od Niemiec zależni, także kościelnie, i tak naprawdę i tak chrzest przyjmował z rąk Niemców.
    Ale miał w tym przede wszystkim "interes krajowy". Bo skupiał w swoim ręku odtąd władzę zarówno świecką, jak i religijną - dążył do pełnej kontroli. Jak to? Ano tak to... Z jednej strony bowiem stawał się lennikiem papieży, wchodził w zależność feudalną, w której papież był "seniorem" a on stawał się "wasalem". Ale to władca ustanawiał biskupów - gdy już Kościół się na tyle rozwinął - a Rzym zatwierdzał I tym samym można było na ten urząd mianować "swoich zaufanych" ludzi, bardziej chyba od władcy, niż od papieża zależnych. Dobrym przykładem na to jest postać Radzyma Gaudentego - pierwszego arcybiskupa gnieźnieńskiego, "arcybiskupa świętego Wojciecha". Mam wierzyć, że w Rzymie znano mnicha Gaudentego, i to na tyle, by go uczynić arcybiskupem od razu? Nie jestem naiwny! I wy nie bądźcie. Stał się nim, bo wysunął go na ten urząd Bolesław Chrobry!
    Interesy, polityka i władza! Nie. Zdecydowanie nie wierzę ani w prawdziwość "nawrócenia" Mieszka I, ani też w "chrześcijaństwo" Bolesława Chrobrego. Tak samo zresztą nie wierzę w "chrześcijaństwo" papieży czy kleru katolickiego - w każdym razie nie w tamtych czasach na pewno!
 
    Bolka można zwać i Chrobrym (tj. "odważnym", "dzielnym"), i Wielkim (bo i tak go zwano, a jako władca i strateg był takim na pewno), ale i... okrutnym. Niestety...
    Był na pewno wyrachowany w tym swoim "chrześcijaństwie" - podobnie, jak jego ojciec. Nie można - mówiąc o millenium koronacji - nie wspomnieć o pewnym wydarzeniu z końca X wieku. Wtedy to do Polski przybył czeski biskup Wojciech, wraz ze swym bratem Radzymem. Nie przyszli tu "w ciemno" - bo na dworze Chrobrego był ich krewny. Stąd mieli ruszyć dalej. Wojciech - i tu znów pewnie zbulwersuję wielu - cierpiał na poważną manię, zaburzenia. Tak bardzo widział w siebie grzesznika, i tak bardzo lękał się wiecznego potępienia, "piekielnych mąk", że... pragnął męczeństwa! W moim odczuciu zaś Bolko był na tyle cyniczny, by to wykorzystać.
    Mógł Wojciech z Gniezna udać się do plemion żyjących na zachodnim krańcu Bałtyku, gdzie wciąż było pogaństwo. Pewnie by tam się przydał w prawdziwej misji, współdziałając z misjonarzami niemieckimi. Pewnie byłaby to przy tym misja stosunkowo dla niego bezpieczna - bo mógłby na pomoc z Cesarstwa liczyć. Ale Bolkowi był bardziej przydatny gdzie indziej - i stąd "misja pruska". Mógł Bolko liczyć, że jeśli się powiedzie, to uspokoi to granice, potem rozszerzy zaś jego władztwo. Ale mógł też liczyć na... śmierć Wojciecha. Być może pragnął wyniesienia - i swego państwa, i siebie samego. A do tego potrzebował... ofiary! Potrzebował męczennika! A tu mu się potencjalny męczennik, i w dodatku praktycznie ochotnik, sam zameldował na dworze! 
    A gdy faktycznie misja Wojciecha poniosła klęskę, a on sam śmierć męczeńską - o której w sumie marzył - Bolko mógł "otworzyć szampana"... Znaczy się mógłby, gdyby to wino było już wówczas znane i jemu dostępne. ;) W każdym razie utworzyło mu to drogę do znacznego awansu, do korony! Być może nawet do wyniesienia później na ołtarze także jego samego i jego ojca - jak to Kościół zwykł czynić wobec "nawróconych" władców, którzy zaprowadzali na swojej ziemi wiarę chrześcijańską i... uzależnienie od Kościoła. Bolko najpewniej chciał wraz z ojcem znaleźć się "na ołtarzach" - dla swego rodu, dla dalszego wzrostu znaczenia Piastów. Może zresztą także powodowany pychą. 
 
    No, ale... w tym akurat zakresie jego kalkulacje zawiodły, a to bardzo ciekawe. Widać nawet dla Kościoła - który ochoczo "przymykał oko" na wiele niegodziwości - Mieszko I, a bardziej Bolko "nie pasowali" na "świętych". ;) Pamiętać należy także o poważnych "zgrzytach" pomiędzy Kościołem a Cesarstwem, walki o władzę. Gdy w roku 1000 Otton trzeci koronował Bolesława... Tak, tak! Nałożenie diademu na głowę Chrobrego było koronacją - a Otton III korzystał z praw cesarskich, by tego dokonać! - w Rzymie nie mogło się to spodobać, a papież uważał, że to on ma prawo ustanawiać królów i być ich "seniorem", że tylko jemu winni być poddani! No i przez kolejnych 25 lat Bolko starać się musiał o koronę od Kościoła, od papieża - "władcy nad władcami". 
    W gruncie rzeczy było to... upokarzające. I na pewno bardzo kosztowne. Z kronik wiemy, że Chrobry był bardzo bogaty - chociaż kronikarz na pewno przesadzał. Pytanie ile tego bogactwa musiało "zmienić właściciela", nim na głowę Bolka trafiła wreszcie korona. Na pewno bardzo wiele - bo wielu osobom w Rzymie trzeba było dobrze zapłacić, a najwięcej do skrzyń papieskich!
 
    Wróćmy jednak do tego, jak budował on tą Polskę - której nazwa pojawiła się wraz z nim i jego koroną - terytorialnie Jak chodzi o jego "parcie na wschód" to... w końcu - można powiedzieć - jego marzenia się spełniły, kilka wieków później, gdy doszło do unii polsko - litewskiej. Można by przy tym wiele dyskutować o tym jak, bo i tu było wiele spraw bardzo wątpliwych etycznie, niestety, o czym także się nie mówi. Może "powinienem być dumny" z tych podbojów i próby osadzenia na tronie kijowskim "swojego" - no, nie bardzo jestem, z przyczyn czysto etycznych, ale i dlatego, że kocham i szanuję naród ukraiński. I jeśli chcę im powiedzieć, by nie byli dumni ze swojego Bandery, to... jakże mogę być dumny z naszego Chrobrego?
 
    Zatoczę znów trochę głębiej w przeszłość. Mieszko I oderwał nas od naszych korzeni. Chyba tego akurat nie przewidział, że zrywając formalnie z pogaństwem, otwiera jednocześnie szeroko drzwi do zniszczenia kulturowego. Kościół katolicki nie tylko bowiem "przejechał walcem" naszych dawnych bogów, ale także obrzędy, praktycznie całkowicie naszą słowiańskość! Chrobry chciał rozwijać kraj na wschód, ale my już się od tego wschodu zaczęliśmy coraz bardziej oddalać. Od Słowiańszczyzny zostaliśmy zwróceni ku "cywilizacji łacińskiej", państwo zaczęło być formowane na "model europejski". 
    I chyba wskutek tego dostrzegamy obecnie choćby podział cywilizacyjny pomiędzy nami a Rusinami, odczuwamy wyraźną różnicę. Myślę, że kiedyś byliśmy do siebie bardziej podobni - a my się oddaliliśmy, czy też nas oddalono. Nawet patrząc po modelach chrystianizacji - Kościół Rzymu dostosowujący podległe do norm łacińskich i łacińskie obrzędy, a Kościół Bizancjum, dostosowujący się do słowiańszczyzny... Przecież nawet pierwsze pismo słowiańskie stworzyli misjonarze Bizancjum! Cyryl i Metody! Mówi Wam to coś? Niektórzy gdybają nawet, że wpływy misji bizantyjskich mogły sięgać nie tylko Moraw, ale i kraju Polan. Co bardziej "gdybający" nawet się zastanawiają, czy przypadkiem Mieszko nie przyjął chrztu... dwa razy! Bo może pierwszy raz właśnie "od strony Bizancjum". Osobiście mnie to "gdybanie" nie przekonuje, ale... być może kalkulował, skąd to chrześcijaństwo przeszczepić i Rzym lepiej mu w tych kalkulacjach wypadł. A Bolko militarnie parł na wschód, ale zapatrzony był w zachód - w Cesarstwo. Zapewne na tym wiele "ugraliśmy", ale...
    ...jednocześnie żal mi ogromnie tego wszystkiego, co straciliśmy - tożsamości słowiańskiej, więzi z innymi Słowianami, pamięci tego wszystkiego, co było naszą dumą wcześniej. Daliśmy sobie wmówić, że nasz początek to rok 966 - Mieszko I, 1000 - zjazd w Gnieźnie i ustanowienie struktur Kościoła (pierwsze biskupstwo było w Poznaniu, ale było to tylko biskupstwo misyjne i całkowicie zależne od Kościoła niemieckiego, z niemieckim biskupem!). Z biegiem lat osobiście czuję się znacznie mniej zachodni i europejski, bardziej wschodni i słowiański. Odkrywam w sobie "słowiańską duszę" i bliżej mi do ludzi, którzy mają podobnie. Z całym szacunkiem do Chrobrego i bogactwa historii Królestwa Polskiego!
 
    Mamy rok 2025 i mija równo 1000 lat. I jestem dumny - i nie jestem zarazem. Może i "powinienem być" dumny, tylko i wyłącznie dumny - ale na szczęście nie muszę. :) Myślę po swojemu, nie według "dogmatów" - ani tych wiary, ani historyczno-patriotycznych. Nikogo na siłę nie chcę przekonywać, że akurat mam rację - tego, co myślę także nie czynię "dogmatem" nawet dla siebie samego. Jestem patriotą, ale... po swojemu. ;) Nie chcę być takim, jak "wszyscy" - wolę i potrafię być "inny". :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Prawdziwy Polak" po polskiemu umi ;)

Jak to jest, że niejeden "prawdziwy Polak" zdaje się mieć poważne braki w znajomości... języka polskiego? Jeden z przykładów znale...