Jeśli to prawda - bo ostatecznie jest to tylko obrazek z internetu - to... fajnie. Mam
ogromny sentyment do Indian - czy, jak to się teraz mówi i pisze, Rdzennych
Amerykanów. Lubię np. muzykę indiańską - takich artystów jak Joanne Shenandoah, Carlosa Nakai, Johna Two-Hawks, Roberta Tree Cody'ego... Zwłaszcza w brzmieniu fletu indiańskiego odnajduję (s)pokój - którego tak bardzo potrzeba w naszych zwariowanych czasach. Podoba mi się medytacyjny charakter tej muzyki, którą tworzą - jej głębia, naturyzm i czystość. Bardzo lubię także legendy indiańskie - mają one swój niesamowity klimat, pachną trawą na prerii i dymem z ogniska. Podoba mi się ich głęboki związek z natura - przynajmniej w ich tradycji, bo obecnie pewnie jest to różnie. Czuję to tak mocno, że czasem zastanawiam się...
A może reinkarnacja jest faktem,
a ja w którymś wcześniejszym wcieleniu byłem Indianinem? ;)
Spotkałem w życiu kilkunastu, może kikudziesięciu, Indian - z Ameryki Północnej kilku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz