Boli mnie bardzo, gdy "chrześcijanin" zachowuje się... nie po chrześcijańsku - już o tym pisałem. Gorzej jeszcze, gdy jest to np. pastor, inny tzw. "starszy" lub "ewangelista" (ewangelizator) - oczywiście tak samo katolicki ksiądz. Jest to gorszące i odstraszające.
Pewien człowiek - właśnie z tej kategorii - najpierw obraził uchodźców z Ukrainy, a gdy się wypowiedziałem o jego obraźliwym zachowaniu i życzyłem... nawrócenia, nazwał mnie właśnie "głupcem", określił siebie samego "ewangelistą", i stwierdził, że nie może mnie nazwać "bratem". Cóż ja wierzę w Jezusa - miłosiernego, który nakazał także miłować bliźniego, który mówił o miłości - nie o "tolerancji" (jak wspomniał ów "ewangelista" o swoim podejściu do Ukraińców) który nie dzielił ludzi na lepszych i gorszych. Wierzę także w nauki apostolskie:
"Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi." (1. Jana 4, 20)
Boli? Napisałem wprawdzie w tytule, że mocno, ale osobiście to jednak... nie mocno. Nieraz już bywałem zgorszony postawą ludzi z Kościoła, po pastorów, nawet znanych dość szeroko, włącznie. Moje doświadczenie jest takie, że zostałem mocno "poraniony" w Kościele i mocno mną to zachwiało. Ale bólu już w zasadzie nie ma - i takie osoby nie są w stanie mnie już zranić. Znam życie. Rozczarowuje? Na pewno. I rozczarowanie jest. I... z tego nie mogę się pozbierać, i doświadczam nawet lęków.
Przez marnych "chrześcijan" - zwłaszcza tych z kręgów - "duchownych" wiele osób odchodzi z Kościołów, a nawet zupełnie traci wiarę. I ja ich doskonale rozumiem. I nie ma różnicy, czy to Kościół taki czy siaki. W protestantyzmie niejeden piętnuje księży katolickich - za sam fakt, że nimi są i głoszą katolickie nauki. Ale ja mogę zaświadczyć: poznałem w życiu bardzo dobrych księży i przerażająco marnych pastorów! I - rzecz jasna - przerażająco marnych księży i bardzo dobrych pastorów! Może jedynie afer tyle nie ma w Kościołach protestanckich, m.in. z alkoholizmem, "kobietami na boku" czy pedofilią. Z Kościoła katolickiego odchodzi wiele poranionych i zawiedzionych osób, ale od protestantów także.
Czasem naprawdę trudno się pozbierać - nawet jeśli pamiętamy, że Kościół to społeczność grzesznych ludzi skupionych wokół świętego Boga. Najtrudniej chyba, gdy w Biblii czytamy, jaki Kościół powinien być, a potem boleśnie się przekonujemy, że taki nie jest. "Ach, ten personel naziemny..." - jak to było w pewnym dowcipie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz