niedziela, 2 marca 2025

Gdy zaczęła się wojna...

 Facebook przypomniał mi dzisiaj...


    Gdy zaczęła się wojna u naszych wschodnich sąsiadów, też poszedłem "walczyć" - do lokalnego centrum, w którym jak najszybciej zorganizowano punkt przyjmowania darów dla ludzi tą wojną dotkniętych, dla ludności cywilnej i tych, którzy tam rozpoczęli prawdziwą i zaciętą walkę obronną. To było wówczas ważne - bo ważne jest być człowiekiem i mieć ludzkie serce, po ludzku postrzegać świat i traktować innych. Dlatego musiałem coś robić...    
    Niezapomniany czas, chociaż tak cholernie trudny, chociaż z lękiem o przyjaciół z Ukrainy, chociaż z poważnymi obawami, co i jak będzie dalej... Nie działałem najwięcej, ani nie najciężej. Inni się pocili przy darach, przy noszeniu tego, rozkładaniu, segregowaniu, układaniu w paczki - ja zaś sporo przekazywałem w sieci. No, ja z moim zdrowiem nie mogłem szaleć fizycznie. Ale tyle, ile mogłem i jak potrafiłem. No, poza tym składanie kartonów i raz po raz bardziej fizycznie - załadunek wózka, przewóz do zaimprowizowanego magazynu. No, sporo kombinowania było, żeby jakoś z wózkiem wykręcić pośród tych wszystkich darów dla uchodźców i na front. Czasem kląłem ludzi - raczej żartobliwie - że mi się na tor jazdy porozkładali z towarem. 

    Mobilizacja była ogromna. Jakoś tak jest, że my się potrafimy niesamowicie zmobilizować do działania, do pomocy... Czy to powodzianom, czy to uchodźcom, czy to... Ale tak raczej na moment. Z działaniami długofalowymi jest już gorzej. A wiadomo było, że ta pomoc nie będzie potrzebna na dzień, tydzień czy miesiąc.
    Przychodziło wielu ludzi. Przynosili różne rzeczy. Najczęściej te rzeczywiście najpotrzebniejsze. Ale i takie niekiedy, z którymi nie bardzo mieliśmy co zrobić. Wiele i tak braliśmy, bo... No chyba, żeby nie zniechęcać. Jakieś kołdry, poduszki, prześcieradła - to zasadniczo nie nadawało się do wysyłki. No, ale miałem pomysł jak to zagospodarować - bo przyjaciele organizowali punkt przyjęcia dla uchodźców. Gorzej było, jak jacyś ludzie przywieźli... łóżka turystyczne! Bo myśmy nie mieli tego jak przyjąć, ani jak składować choćby "na chwilę" - tak byliśmy zawaleni!
    Przychodzili także Ukraińcy. Pamiętam pana, który mi ładnie przetłumaczył i zapisał wzór słów zachęty i otuchy, którymi następnie, razem z jeszcze jedną dziewczyną, opisywaliśmy paczki. Pamiętam też pewną panią, która bardzo chciała pomóc i była gotowa zostać z nami jako tłumaczka. No, tutaj na miejscu tłumaczenie nie było potrzebne. Podziękowałem jej najpiękniej, jak mogłem. Potem widziałem ją kiedyś na koncercie na Rynku - był festiwal folkowy, i była grupa bandurzystek ze Lwowa. A ona stała, otulona ukraińską flagą, i zalewała się łzami.
 
    Mocno to przeżywałem. Bałem się o Przyjaciół z Ukrainy. Jedna z fejsbukowych znajomych uciekała z Charkowa - z nastoletnią córką i niemowlęciem. Też o nią się martwiłem. To zupełnie co innego robić coś dla zupełnie obcych ludzi, a co innego, gdy ta wojna dotknęła także tych, których znam i kocham. W pewnym sensie może przeżywałem to inaczej, bardziej i głębiej, niż inni zaangażowani. 
    Bo od lat miałem "Ukrainę w sercu wyrytą" - jak to kiedyś zawarłem w tytule mojego reportażu z misyjnego wyjazdu na Ukrainę. Byłem niespełna miesiąc, a pokochałem kraj i ludzi tak, że... nie miałem ochoty wracać. Angażowałem się także z myślą o nich. Myślałem, że te paczki to także dla nich. Nawet jeśli nie dla nich bezpośrednio, bo trafią w inny region, ale także dla nich. Że do nich może trafią podobne, w miarę potrzeb, przygotowane z równą miłością w sercu przez innych.

    Potem zaczęli napływać uchodźcy i do nas. I poznałem kolejne osoby z Ukrainy. I to dostarczyło wielu kolejnych przeżyć i wzruszeń. Wtedy nikt nie wiedział, jak daleko się posuną Rosjanie. Dzięki ogromnej ofierze samych Ukraińców i pomocy międzynarodowej wojna pełnowymiarowa ograniczyła się ostatecznie do wschodniej Ukrainy. Ale i reszta aż dotąd nie jest bezpieczna. Wracam myślami do Natalii, tej z Charkowa - nie wiem, czy jej dom istnieje, bo to miasto zostało mocno zniszczone przez barbarzyńskich najeźdźców, a jej mąż trafił na front. W sumie z tej wschodniej części jest jedyną, którą wówczas znałem - chociaż tylko z sieci - bo moi Przyjaciele to raczej z zachodu i południa.
 
    Sercem wciąż jestem z Ukrainą i Ukraińcami. Nawet jeśli wiem, że nie wszystko jest idealnie - i jak chodzi o historię, i jak chodzi o dzień dzisiejszy. Wiem, że są i cwaniacy, i "dekownicy", i że nie zawsze są ogólnie w porządku. Ale my też nie jesteśmy idealni, i mogę sporo powiedzieć o chamstwie, głupocie i cwaniactwie Polaków. Zresztą tam, gdzie Polacy trafili "za chlebem" też mamy... No, różną opinię - delikatnie rzecz ujmując. Nawet wśród... samych Polaków - niekiedy słyszę, że Polak za Polaków się wstydzi i woli się sam nie przyznawać do pochodzenia. I Polacy są różni, i Ukraińcy są różni - bez różnicy.
    Wciąż mam nadzieję na pokój w Ukrainie - SPRAWIEDLIWY POKÓJ. Ano zobaczymy, jak to będzie. Póki co są zmagania na wyniszczenie - obu stron. Ostatnio Ukraińcy podsumowali, że po stronie rosyjskiej poległo już bodaj 770 tysięcy żołnierzy. Ilu po stronie ukraińskiej? Nie wiem. Obie strony są na pewno mocno wyczerpane. Teoretycznie Rosja ma większe zasoby, także ludzkie - ale... jeśli biorą z Korei, to widać, że jednak mają krucho. Tragedia, jak wiele osób zginęło z winy Putina i jego bandy. Po obu stronach. Oby to się wreszcie skończyło.

    Czy po tym uchodźcy wrócą do siebie? Pewnie wielu tak - bo tam jest jednak ich dom, i ich bliscy. Pewnie nie wszyscy - bo wielu być może nie ma gdzie wrócić. Po II wojnie światowej Polacy też nie wszyscy wrócili - nie tylko ze względu na to, że popadliśmy pod okupację sowiecką, że Polska jeszcze przez kolejne pół wieku nie odzyskała prawdziwej wolności. Ba! Niektórzy dopiero po tym "wyzwoleniu" musieli uciekać.  Też pewnie nie wrócą niektórzy, którzy jakoś się urządzili w nowym miejscu - pracują, nawet założyli własne firmy czy... rodziny - bo w ciągu tych 3 lat od wybuchu wojny i fali uchodźców na pewno pojawiły się i związki mieszane między ludźmi.
    Ja mam nadzieję, że będą MOGLI wrócić, ale jeśli zostaną, to mnie to także nie przeszkadza. Gdy w rocznicę pełnoskalowej napaści zorganizowany został koncert na rzecz Ukrainy, byłem bardzo poruszony. To wówczas bliżej poznałem jedną z uchodźczyń, która w tym koncercie wzięła udział. I pamiętam, co powiedziałem: "Mam nadzieję, że będziecie mogli wrócić, ale też cieszę się, że jesteście tu z nami, że mogliśmy się poznać." Bo naprawdę wskutek tej wojny poznałem kolejnych wspaniałych ludzi z Ukrainy, także utalentowanych artystów.
    Ważne jest, by nawzajem traktować się po ludzku, dobrze ze sobą żyć. Nie ma dla mnie znaczenia to, kto jest kim, ale kto JAKIM jest.  Liczy się dla mnie drugi CZŁOWIEK.  Gdyby tak nie było, to pewnie bym tej wojny tak nie przeżywał od początku. To może by mi się nie chciało też nic robić, ruszyć d__y z domu do tych kartonów, klunkrów... Widzę w innych po prostu LUDZI i sam staram się być po prostu CZŁOWIEKIEM. I lubię robić różne rzeczy, angażować się Z SERCA..
 
-----
 
Niektórych drażni i oburza moja miłość do Ukrainy i przyjaźń względem Ukraińców. Cóż począć... Staram się być zwyczajnie CZŁOWIEKIEM. I ważny jest dla mnie zawsze drugi człowiek. Jeśli ktoś ma z tym problem, to... jest to jego problem. ;) Ja wiem... Zdarzyło się wiele zła - i także doświadczyliśmy, jako naród, zła od Ukraińców. Może kiedyś mi się uda napisać coś więcej o tym, jak to postrzegam. Ale dla mnie ważniejsze od pamiętania o tym co złe, jest bycie dobrym - na ile potrafimy - i czynienie dobra - jak tylko możemy. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Prawdziwy Polak" po polskiemu umi ;)

Jak to jest, że niejeden "prawdziwy Polak" zdaje się mieć poważne braki w znajomości... języka polskiego? Jeden z przykładów znale...