Facebook przypomniał mi dzisiaj...
Gdy zaczęła się wojna u naszych wschodnich sąsiadów, też poszedłem "walczyć" - do lokalnego centrum, w którym jak najszybciej zorganizowano punkt przyjmowania darów dla ludzi tą wojną dotkniętych, dla ludności cywilnej i tych, którzy tam rozpoczęli prawdziwą i zaciętą walkę obronną. To było wówczas ważne - bo ważne jest być człowiekiem i mieć ludzkie serce, po ludzku postrzegać świat i traktować innych. Dlatego musiałem coś robić...
Niezapomniany czas, chociaż tak cholernie trudny, chociaż z lękiem o przyjaciół z Ukrainy, chociaż z poważnymi obawami, co i jak będzie dalej... Nie działałem najwięcej, ani nie najciężej. Inni się pocili przy darach, przy noszeniu tego, rozkładaniu, segregowaniu, układaniu w paczki - ja zaś sporo przekazywałem w sieci. No, ja z moim zdrowiem nie mogłem szaleć fizycznie. Ale tyle, ile mogłem i jak potrafiłem. No, poza tym składanie kartonów i raz po raz bardziej fizycznie - załadunek wózka, przewóz do zaimprowizowanego magazynu. No, sporo kombinowania było, żeby jakoś z wózkiem wykręcić pośród tych wszystkich darów dla uchodźców i na front. Czasem kląłem ludzi - raczej żartobliwie - że mi się na tor jazdy porozkładali z towarem.
Przychodziło wielu ludzi. Przynosili różne rzeczy. Najczęściej te rzeczywiście najpotrzebniejsze. Ale i takie niekiedy, z którymi nie bardzo mieliśmy co zrobić. Wiele i tak braliśmy, bo... No chyba, żeby nie zniechęcać. Jakieś kołdry, poduszki, prześcieradła - to zasadniczo nie nadawało się do wysyłki. No, ale miałem pomysł jak to zagospodarować - bo przyjaciele organizowali punkt przyjęcia dla uchodźców. Gorzej było, jak jacyś ludzie przywieźli... łóżka turystyczne! Bo myśmy nie mieli tego jak przyjąć, ani jak składować choćby "na chwilę" - tak byliśmy zawaleni!
Przychodzili także Ukraińcy. Pamiętam pana, który mi ładnie przetłumaczył i zapisał wzór słów zachęty i otuchy, którymi następnie, razem z jeszcze jedną dziewczyną, opisywaliśmy paczki. Pamiętam też pewną panią, która bardzo chciała pomóc i była gotowa zostać z nami jako tłumaczka. No, tutaj na miejscu tłumaczenie nie było potrzebne. Podziękowałem jej najpiękniej, jak mogłem. Potem widziałem ją kiedyś na koncercie na Rynku - był festiwal folkowy, i była grupa bandurzystek ze Lwowa. A ona stała, otulona ukraińską flagą, i zalewała się łzami.
Wciąż mam nadzieję na pokój w Ukrainie - SPRAWIEDLIWY POKÓJ. Ano zobaczymy, jak to będzie. Póki co są zmagania na wyniszczenie - obu stron. Ostatnio Ukraińcy podsumowali, że po stronie rosyjskiej poległo już bodaj 770 tysięcy żołnierzy. Ilu po stronie ukraińskiej? Nie wiem. Obie strony są na pewno mocno wyczerpane. Teoretycznie Rosja ma większe zasoby, także ludzkie - ale... jeśli biorą z Korei, to widać, że jednak mają krucho. Tragedia, jak wiele osób zginęło z winy Putina i jego bandy. Po obu stronach. Oby to się wreszcie skończyło.
Ja mam nadzieję, że będą MOGLI wrócić, ale jeśli zostaną, to mnie to także nie przeszkadza. Gdy w rocznicę pełnoskalowej napaści zorganizowany został koncert na rzecz Ukrainy, byłem bardzo poruszony. To wówczas bliżej poznałem jedną z uchodźczyń, która w tym koncercie wzięła udział. I pamiętam, co powiedziałem: "Mam nadzieję, że będziecie mogli wrócić, ale też cieszę się, że jesteście tu z nami, że mogliśmy się poznać." Bo naprawdę wskutek tej wojny poznałem kolejnych wspaniałych ludzi z Ukrainy, także utalentowanych artystów.
Ważne jest, by nawzajem traktować się po ludzku, dobrze ze sobą żyć. Nie ma dla mnie znaczenia to, kto jest kim, ale kto JAKIM jest. Liczy się dla mnie drugi CZŁOWIEK. Gdyby tak nie było, to pewnie bym tej wojny tak nie przeżywał od początku. To może by mi się nie chciało też nic robić, ruszyć d__y z domu do tych kartonów, klunkrów... Widzę w innych po prostu LUDZI i sam staram się być po prostu CZŁOWIEKIEM. I lubię robić różne rzeczy, angażować się Z SERCA..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz